Tak jak Wam wspomniałam w ostatnim poście z nowościami dołączyłam do grona Przyjaciółek Nivea i miałam okazję przetestować coś pięknie pachnącego ;)
Poczuj rozpieszczającą pielęgnację olejkami w szybko wchłaniającym się balsamie.
Wypróbuj Olejek w balsamie NIVEA Kwiat wiśni i Olejek Jojoba:
- Zawiera drogocenny olejek jojoba, który został starannie połączony z szybko wchłaniającym się balsamem
- Obudzi Twoje zmysły delikatnym zapachem kwiatu wiśni
- Zapewnia głębokie, 24-godzinne nawilżenie bez uczucia lepkości
- Sprawia, że sucha skóra staje się gładka i promienna
SKŁAD: Aqua, Glycerin, Dicaprylyl Ether, Alcohol Denat., Glyceryl Stearate SE, Isopropyl Palmitate, Cetearyl Alcohol, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Dimethicone, Carbomer, Sodium Cetearyl Sulfate, Sodium Hydrohide, Trisodium EDTA, Phenoxyethanol, Linalool, Limonene, Benzyl Alcohol, Citronellol, Geraniol, Alpha-Isomethyl Ionone, Parfum.
POJEMNOŚĆ: 200 ml
Mamy 12 miesięcy na wykorzystanie od momentu otwarcia.
CENA: w Rossmannie 14,99 zł za 200 ml i 22,99 zł za 400 ml
OPAKOWANIE: plastikowe, zamykane na zatrzask - nic się nie połamało przez cały okres używania. Pod koniec opakowania musiałam trzymać butelkę "do góry nogami". Wtedy musiała butelkę opierać o ścianę/inne kosmetyki bo zatrzask jest skośny.
KOLOR: biały, ale taki trochę "rozwodniony".
KONSYSTENCJA: szczerze mówiąc to gdyby ktoś pokazał mi ten balsam bez podpisu "olejek w balsamie" to powiedziałabym, że to po prostu mleczko. Rzadka konsystencja, szybko się wchłania.

ZAPACH: ma w sobie coś z kwiatu wiśni, ale jest bardziej perfumowany zapach. Ale to nie zmienia faktu, że zapach bardzo mi się spodobał i cieszyłam się, że zostawał przez jakiś na ciele a nie był przy tym nachalny. Patrząc na inne warianty (Wanilia i olejek migdałowy, Róża i olejek arganowy, kakao i olejek makadamia) sama również wybrałam właśnie kwiat wiśni. Przy wanilii jestem bardzo ostrożna od czasu gdy przejechałam się na waniliowych kadzidełkach a było to już ładnych parę lat temu. Z różą też różnie bywa, ale tutaj się takim zapachem zachwycałam. Kakao wybrałabym zimą.
DZIAŁANIE: teraz to co najważniejsze. Nie wiem czy pamiętacie, ale przy ostatniej recenzji
smarowidła do ciała narzekałam, że
masło nie poradziło sobie z suchymi miejscami na moim ciele, które pojawiły się zimową porą. Tutaj Nivea mnie zaskoczyła! Lekka konsystencja, szybkie wchłanianie a suchości zniknęły! I to przy używaniu raz dziennie. Jestem przyzwyczajona do smarowania się po wieczornej kąpieli i tak tutaj robiłam. Rano zerkałam na przedramiona (tam między innymi pojawiały się suche plamy) i nic tam nie latało. Z olejku w balsamie jestem bardzo zadowolona. Jest to fajna opcja na wiosnę/lato gdy chcemy żeby balsam szybciutko się wchłonął i żeby nic nam się nie kleiło. Do tego gładziutka skóra i przyjemny zapach. Jestem na tak!
WYDAJNOŚĆ: nieraz czytałam, że ten olejek w balsamie jest wydajny. Ja go zużyłam w około 3 tygodnie, ale też sobie go nie żałowałam. Sami zdecydujcie jak to jest z tą wydajnością ;)
Mieliście już okazję wypróbować olejek w balsamie Nivea? Którą wersję? Jakie wrażenia?